piątek, 25 stycznia 2013

Rozdział 14

muzyka

Effy



Ostatnia lekcja zawsze dłuży się najbardziej. Zwłaszcza, gdy jest to historia. Siedziałam w ostatniej ławce ze słuchawkami w uszach i bazgroliłam po zeszycie. Zawsze tak robię, gdy się nudzę. Nie mogłam już się doczekać kiedy wyjdę z tej głupiej szkoły i wrócę do mojego domu, pokoju, ciepłego łóżka. Westchnęłam cicho sprawdzając godzinę. Jeszcze 15 minut, aż 15 minut. Podniosłam głowę i zaczęłam przyglądać się mojej klasie. Nic ciekawego. Przesunęłam lekko głowę w lewą stronę i wyjrzałam przez okno. Wszędzie biało i ponuro. Jak nigdy, w tym roku zima zaskoczyła chyba każdego Londyńczyka. Moją uwagę przykułam płatkom śniegu, które spadały na ziemię i wtapiały się w więcej białego puchu. W oddali spostrzegłam też starszą panią i pana, którzy wolno szli trzymając się za rękę. Uśmiechnęłam się delikatnie do samej siebie. Taki widok jest po prostu piękny. To cudowne gdy po tylu latach miłość, która łączyła nas z drugą osobą podczas gdy byliśmy młodzi i szaleni trwa nadal. Chciałabym też kiedyś stać się taką panią i znaleźć tak wspaniałego pana. Chciałabym żebyśmy sobie  ufali, całowali się i przytulali i mówili czułe słowa i oglądali razem filmy i śmiali się z w ogóle nie zabawnych żartów,  zawsze, pomimo wszystko i wszystkich. Z moich jak zwykle nieosiągalnych marzeń wyrwał mnie dzwonek. Pośpiesznie spakowałam piórnik, książkę i zeszyt do torby i wybiegłam z klasy. Z całą moją paczką spotkaliśmy się jak zwykle na ławce przy szatni. Molly, Sophie i dziewczyny siedziały już ubrane, razem ze mną podszedł Jay. Na szczęście podałam mój numerek od szatni Robertowi, więc przepychanie się przez tłum tych obrzydliwych idiotów mam za sobą. Po jakiś 5 minutach z kolejki wyszedł zadowolony Robert z moją kurtką w ręku. 
- Frajerzy – prychnął pod nosem patrząc się na resztę przepychających się uczniów,
- Tak, tak – kiwnęła głową Molly,
Chwilę później wyszliśmy ze szkoły. Część z nas poszła w innym kierunku. W moją stronę kierowała się Sophie, Li, Robert i Daren.
- Co dzisiaj robicie? – spytał się ten ostatni,
- Uczę się. Mam jutro sprawdzian z matematyki – westchnęła blondynka,
- Chyba wychodzę z Jakem – uśmiechnęła się Molly,
- Siedzę w domu – przewróciłam oczami,
Po 10 minutach drogi rozdzieliliśmy się i zostałam tylko z Sophie. Tym razem nie miałam jakoś ochoty na rozmowy, więc szłyśmy z zupełnej ciszy. Gdy doszłyśmy do końca ulicy szybko się pożegnałyśmy i każda z nas ruszyła do swojego domu.
Moi rodzice pracowali do wieczora, więc popołudnie byłam sama w domu. Zjadłam obiad i razem z psem leżałam na kanapie oglądając telewizję.
- Nudno, co? – głaskałam go po brzuchu,
Gdy dochodziła 16 zwlekłam się z kanapy i ruszyłam do mojego pokoju. Wyjęłam książki i zeszyty i zaczęłam odrabiać lekcje. Jednak jak to często bywa nie szło mi zbyt dobrze. Nie należę do osób cierpliwych, więc po ponownych próbach rozwiązania zadania z matematyki, po prostu położyłam głowę na biurku. Podczas odpoczynku poczułam wibracje mojego telefonu. Wyjęłam białego iPhona z prawej kieszeni. Wiadomość od Harrego. „Hej, może się dzisiaj spotkamy? Jeśli tak, to przyjadę pod twój dom, za pół godziny x”. Po chwili namysłu odpisałam, że z chęcią gdzieś wyjdę. Mam dość szkoły, lekcji, matematyki, książek, zeszytów i wszystkiego co się z tym wiąże. Na szczęście już niedługo będziemy mieli krótką zimową przerwę i wreszcie znajdę czas na odpoczynek. Pośpiesznie spakowałam małą torebkę, poprawiłam włosy i zeszłam na dół. Jak zwykle, gdy na coś czekam – bawiłam się z moim psem, śmiejąc się sama do siebie. Po chwili zadzwonił Harry, więc wyszłam z domu, gdzie czekał już w samochodzie. Weszłam do środka i uśmiechnięty Styles przywitał się ze mną.
- Hej – pocałował mnie w policzek
- Cześć, Harry – uśmiechnęłam się,
- Dokąd panią zabrać? – zapytał się i odpalił samochód,
- Gdziekolwiek,
Włączył radio i jechaliśmy w ciszy po ulicach Londynu. Lubię spędzać czas z Harrym. Jest miło i zabawnie. Przy nim zapominam o problemach i szarej rzeczywistości. Po prostu dobrze się bawię. Poza tym umiemy się dogadać i rozmawiać godzinami. Po chwili ciszę przerwał Harry, który zaczął nucić piosenkę lecącą w radiu.
- Nie wierzę – śmiałam się,
Po jakimś czasie zatrzymaliśmy się na parkingu i wyszliśmy z samochodu. Znaleźliśmy się w jednym z małych parków,  na przedmieściach Londynu.
- Nigdy tu nie byłam – rozejrzałam się dookoła,
- Wiesz, znam wiele takich miejsc. Po prostu czasem potrzebuję spokoju i zaszywam się w jakieś mało znane,
Usiedliśmy na jednej z ławek i zaczęliśmy rozmawiać. Harry opowiadał mi o różnych wywiadach, fanach i koncertach. Przyznam szczerze, że gdy słyszę jego przygody to robi mi się trochę przykro, bo w tym momencie ja jedynie mogę mu opowiedzieć o tym co robiłam w szkole… mało ciekawie.
- A co dzisiaj ciekawego się wydarzyło? – jak na złość zapytał się mnie Styles,
- Nic. Nic ciekawego. Szkoła – westchnęłam,
- A co u Roberta? – wrednie się uśmiechnął,
- Oj, Harry – zagryzłam wargę – To co zwykle,
- Nie rozumiem, dlaczego go tak bardzo lubisz,
- Po prostu się przyjaźnimy,
- A ja i ty? Kim dla siebie jesteśmy? – zadał mi pytanie, a ja ze zdziwieniem spojrzałam się na niego,
- No przyjaciółmi,
- Tylko przyjaciółmi… - powiedział jakby sam do siebie,
- Aż przyjaciółmi – poprawiłam go i złapałam za ręce – chodźmy już, zimno mi,
Styles wstał z ławki i stanął obok mnie. Przez chwilę przyglądał mi się, po czym bez słowa ruszył naprzód. Gdy byliśmy już przy samochodzie, uśmiechnął się do mnie i przybliżył się:
- To jeszcze nie koniec, muszę ci coś pokazać,
- Co znowu?! – z uśmiechem i niecierpliwością zapytałam się go,
- Oj, zobaczysz,
Wsiedliśmy do samochodu i ruszyliśmy dalej. Jechaliśmy ulicami Londynu, jak wcześniej. Przez cały czas zastanawiałam się co Harry mógł wymyślić. Na szczęście już po jakiś 15 – 20 minutach zatrzymaliśmy się i wyszliśmy na zewnątrz. Staliśmy pod wieżowcem. Ze  zdziwioną miną spojrzałam się na mojego przyjaciela.
- Chodź! – uśmiechnął się i złapał mnie za rękę, po czym zaczął biec
Spojrzałam się na nasze splecione ręce i na chwilę się zatrzymałam, on tylko delikatnie puścił moją dłoń i teraz splecione były tylko nasze palce. Biegliśmy po zewnętrznych schodach. Najprawdopodobniej prowadziły one na sam dach wysokiego budynku. Po przejściu miliona małych schodków znaleźliśmy się na miejscu. Tak jak wcześniej myślałam, Harry zabrał mnie na dach.
- Pamiętasz jak kiedyś mi mówiłaś, że zawsze chciałaś zobaczyć Londyn z takiej perspektywy? – uśmiechnął się,
- Tak. Jeszcze nigdy nie byłam na dachu wieżowca – odpowiedziałam i ruszyłam do przodu,
Staliśmy teraz w ciszy, przyglądając się panoramie mojego ukochanego miasta. Tamiza, Big Ben, London Eye, widziałam to wszystko. Masę budynków, klubów, wieżowców i sklepów, wszystko się świeciło. To było piękne,
- Londyn jest wspaniały – przybliżył się Harry – ale gwiazdy też są równie fajnie – wyciągnął rękę do góry,
Już po chwili oboje leżeliśmy na cholernie zimnym dachu i wpatrywaliśmy się w gwiazdy.
- Chyba żaden normalny człowiek nie leży zimą na dachu i nie ogląda gwiazd – wyszeptałam,
- A kto powiedział, że mamy być normalni? Normalność nudzi – objął mnie,
- Ale czasami lepiej jest być szarym, cichym, normalnym człowiekiem niż sobą – spojrzałam w dal,
- Zapamiętaj. Zawsze trzeba być sobą. Trzeba być prawdziwym. Bez takich ludzi świat byłby tak nudny, że nie dało by się w nim żyć. Na tym właśnie polega nasza wyjątkowość, Effy – spojrzał mi prosto w oczy,
- Mądrze powiedziane – zaśmiałam się,
- Oczywiście – puścił mi oczko,
Na chwilę zamilkliśmy i wpatrywaliśmy się w gwiazdy. Rzeczywiście to coś pięknego i nie umiem opisać tego słowami.  
- Te wyglądają jak krowa – przerwał ciszę Harry,
- Co ty gadasz?! – wybuchłam śmiechem – Jak te gwiazdy mogą przypominać ci krowy?
- No popatrz, tutaj jest tułów, a tam nogi a tu buzia, uszy – zaczął mi tłumaczyć,
- Nie -  turlałam się ze śmiechu,
I nagle zaczął padać śnieg. Na dachu i tak było go już dużo, więc postanowiliśmy zrobić na nim aniołki. Zupełnie jak małe dzieci, kto by pomyślał, że ja mam 17 lat, a Harry prawie 19. Po pewnym czasie zmarzliśmy, więc postanowiliśmy, że będziemy już wracać. Wstałam pierwsza i zaczęłam otrzepywać się ze śniegu. Niestety, stanęłam na lodzie i poślizgnęłam się wpadając na leżącego jeszcze Harrego. Zamiast wstać, lub coś powiedzieć – my milczeliśmy i tylko patrzyliśmy sobie w oczy. Dopiero teraz miałam okazję im się przyjrzeć. 
Harry ma śliczne, duże, zielone oczy. Mi osobiście od zawsze podobały się niebieskie, więc zwróciłam na nie uwagę tylko u Nialla. W pewnym momencie zaczęliśmy się do siebie przybliżać. Po chwili nasze nosy delikatnie się stykały i wtedy Harry lekko uniósł głowę muskając swoimi ustami moje. Nasz pocałunek był równie krótki, jak niespodziewany. Mimo, że trwał kilka sekund, to umiem bardzo szczegółowo go opisać. Harry jest posiadaczem dużych i ładnych ust, więc całuje bardzo dobrze. Gdy jego wargi dotykały moich czułam przyjemne dreszcze rozchodzące się po moim całym ciele, mimo, że wiem, że nie powinniśmy tego robić. Odczuwałam przyjemność. Jednak od razu oderwałam twarz od mojego przyjaciela i delikatnie dotknęłam usta moją zimną dłonią,
- Nie powinniśmy – powiedziałam – Jesteśmy przyjaciółmi,
- Może czas to zmienić?
Nie odpowiedziałam. W przeciwieństwie do Molly uważam, że miłość zrodzona z przyjaźni jest równie rzadka jak trudna. Jeżeli ludzie poznają się to od razu czują jakąś małą iskierkę i zaczynają poznawać się w jednym celu – by być razem. Jeżeli chłopak i dziewczyna po prostu dobrze się dogadują, ufają sobie i lubią razem spędzać czas i udaje im się zostać przyjaciółmi, to kochają się bardzo mocno, ale jak brat i siostra. Trudno jest wtedy zmienić to wszystko i być z kimś kogo traktowało się jak rodzeństwo. Ja przynajmniej chyba tak nie umiem. Zdaję sobie sprawę, że zawsze trzeba zaryzykować, bo taka miłość może być naprawdę udana, ale ja tak po prostu nie umiem. Chcę poznać chłopaka i zacząć się z nim spotykać, chcę coś do niego poczuć, chcę żeby mnie pokochał i chcę go pokochać. Jeśli chodzi o Harrego to nie wiem, nie mam pojęcia co nas łączy, czy coś do niego czuję. Wcześniej było dla mnie oczywiste – jesteśmy tylko przyjaciółmi, ale teraz wszystko się zmienia.
- Wracajmy już, robi się późno – zaczęłam schodzić po schodach,
Odjechaliśmy w ciszy. Harry patrzył prosto na drogę zagryzając wargę. Pewnie nad czymś myślał. Ja patrzyłam przez okno, stykając z nim moje czoło. Gdy dojechaliśmy na miejsce, czyli pod mój dom i Harry zatrzymał swój samochód. Zwróciłam się do niego:
- Nie wracajmy do tego na razie, dobrze?
- Dobrze, jeżeli chcesz – uśmiechnął się z udawanym entuzjazmem,
- Pa, Harry. Dziękuję za… mile spędzony czas – uśmiechnęłam się do niego i wyskoczyłam z samochodu,
- Papa – pomachał mi i szybko odjechał,
Stałam jeszcze przez chwilę wpatrując się w samochód, który z każdą sekundą był coraz dalej. Harry to fajny chłopak, lubię go i nie chcę go stracić. Zależy mi na nim. Ale czy to wystarczy? Nie wiem, nic nie wiem. Potrzebuję czasu, muszę to wszystko przemyśleć. Nigdy nie umiałam podejmować takich decyzji. Nienawidzę tego. 


to mamy kolejny rozdział. jeżeli chcecie o coś zapytać nas, lub bohaterów - pytajcie. a według was jaką decyzję powinna podjąć effy? komentujcie, wyrażajcie opinie :)